Scenariusze warsztatów i zajęć dedykowane księgarzom 

Zapraszamy do korzystania ze scenariuszy opracowanych z myślą o najmłodszych czytelnikach. Każdy ze scenariuszy został wzbogacony o fotoinstrukcję, tak aby z łatwością można było wyobrazić sobie poszczególne etapy pracy twórczej. Przygotowane pliki można bezpłatnie pobierać i korzystać z nich bez ograniczeń. Zatem drukarki w ruch i do dzieła!

Warsztaty / 
ex libris

dzieci w wieku 10+

Warsztaty/ 
królewski street art

dzieci w wieku 10+

Dodatkowe informacje i materiały edukacyjne o królowych znajdująsię na stronie: poczetkrolowychpolskich.pllovekrolowe.pl

Warsztaty / monotypia Strachy na lachy 

dzieci w wieku 7+

Warsztaty / o twórczości Josepha Conrada

dzieci w wieku 10+

Warsztaty / antysmogowe  

Skok na smog - zielona nadzieja

dzieci w wieku 6+

Warsztaty / leporello grupowe

dzieci w wieku 8+

Warsztaty / self leporello

dzieci w wieku 8+

Warsztaty/ 
Moniuszko (collage i fotomontaż)

dzieci w wieku 7+

Warsztaty / Zrób sobie królową  (lalkarskie)

dzieci w wieku 5+

Dodatkowe informacje i materiały edukacyjne o królowych znajdująsię na stronie: poczetkrolowychpolskich.pllovekrolowe.pl

Warsztaty /  wielkoformatowe pt. Strach ma wielkie oczy

dzieci w wieku 6+

....................................................................

Recenzje wartościowych książek dla dzieci

Dziwolągi / Autorzy: Cristȯbal Leȯn i Cristina Sitja Rubio / Wydawnictwo: Dwie Siostry / Recenzja: Anna Kaszuba-Dębska

Po obejrzeniu dużej, zielonej okładki książki pod tytułem Dziwolągi, wypełnionej po brzegi malunkami dorodnych, wysokich sosen i ukrytych pomiędzy nimi maleńkich postaci rudych wiewiórek, nie spodziewałam się, że będzie ona ciekawą odpowiedzią na ustawę o wycince drzew, która doprowadziła w całej Polsce do ich niekontrolowanego wyrębu w miastach oraz na przykład w Puszczy Białowieskiej. I choć w Internecie, na ulicach wiele osób głośno protestowało, to niestety ekolodzy, miłośnicy przyrody, czy zwyczajni obywatele: karmiące matki, ojcowie, dziadkowie, dzieci, to nikt nie przekonał tnących i rąbiących, do zmiany stanowiska w postępowaniu dotyczącym polskich lasów. Dla sporej grupy społeczeństwa byli niczym dziwolągi, wykrzykujące różne rzeczy na temat niewycinania drzew. Zastanawiałam się wtedy skąd bierze się tyle nienawiści względem przyrody. Drzewa znikały z mojej okolicy, jakby za sprawą działania magicznej różdżki. Bolało mnie serce, kiedy przez kilka dni słyszałam ryk pił łańcuchowych, smród benzyny i obserwowałam łyse pnie zdrowych, olbrzymich kasztanowców. Nic nie zdoła wrócić życia tysiącom wyciętych w pośpiechu drzew. Opublikowane przez wydawnictwo Dwie Siostry Dziwolągi to bardzo mądra opowieść o ludziach i zwierzętach, nakreślona ręką chilijskiego artysty eksperymentalnego Cristȯbala Leȯna i wenezuelskiej graficzki Cristiny Sitja Rubio. Jest to książka w ciekawej, rysunkowo-malarskiej oprawie graficznej, nieco niedbałej, przybliżającej klimat sztuki prymitywnej zwanej art naive, gdzie twórca celowo posługuje się deformacją przestrzeni, perspektywy czy postaci. Używa prostej techniki kredkowej, nadając opowieści specyficzny język (w tym wypadku należący do świata leśnych zwierząt), którym autorzy książki oddają tu głos Wszystko zaczyna się dosyć zwyczajnie. Gęsty zielony las, drzewa po horyzont, a na ich wierzchołkach czuwające ptaki, gniazda z małymi pisklakami, śmieszne wiewiórki, poniżej cała plejada zwierzęcych bohaterów: lisy, zające, sarny, niedźwiedzie, a nawet małe zielone żaby. Panuje leniwy spokój i cudowna leśna harmonia, w której swoje miejsce znajduje każde zwierzę i duże, i całkiem maleńkie. 

To było nudne lato – mówi narrator. Do czasu. Pewnego razu na jednym z drzew pojawił się duży plakat z narysowanym tortem, napisem BAL i strzałką skierowaną w pewne miejsce. Wszystkie zwierzęta podążyły w wyznaczonym kierunku z tajemniczego ogłoszenia.

Zabawa okazała się wspaniała! Tańczono rumbę, salsę i cha-chę przy dźwiękach wydostających się ze złotej tuby gramofonu. Jedzono torty i czekoladowe ciasta, a potem z pełnym, obżartym brzuszkiem wszyscy, bez wyjątku, leżeli na stołach lub pod nimi i słodko chrapali. Ogromne misie, maleńkie myszki, mądra sowa i wesołe liski – wszyscy! Kiedy się obudzili, nie mogli uwierzyć własnym oczom, ale wszystkie leśne domy zniknęły. Zostały po nich tylko szkielety.

Las został całkowicie wycięty, po drzewach zostały tylko łyse pnie. Zwierzęta bardzo się zasmuciły: Gdzie schronimy się przed deszczem?I słońcem?Co będziemy jeść?. Szybko musiały zorganizować sobie nowe legowiska i nowe domy. Trafiły na wysypisko śmieci, z którego powynosiły połamane stołki, sofy, biurka i inne niepotrzebne już ludziom rzeczy. W miejscu gołych pni wybudowały, jak im się wydawało, wspanialsze od poprzednich domy. Ale coś było nie tak. Nowe domy przewracały się na wietrze i nie dawały owoców. Mimo wszystko smutne i załamane zwierzęta postanowiły się nie poddawać i zaczęły szukać swoich starych domów. Odnalezione w tartakach okazały się być pocięte na kawałki. Ludzie-dziwolągi i winowajcy, potraktowali przybyłe zwierzęta nieprzyjaźnie. Zastanawiały się jak mogą poradzić sobie z zaistniałym problemem i obmyśliły sprytny plan. Zabrały się do malowania wielkiego plakatu z napisem BAL.

Co było dalej? Nie zdradzam! Zachęcam do przeczytania tej niezwykłej, pełnej tajemnic historii.

Z książki Dziwolągi płynie bardzo ważne, wartościowe przesłanie. Warto poznać i przeczytać dziecku tę książkę. Uczy nas ona szacunku, wyrozumiałości i empatii dla innych niż my stworzeń. Okazuje się, że porozumienie jest możliwe.

 

....................................................................

Mati (seria) / Autor: Anti Saar / Ilustracje: Anna Ring / Wydawnictwo: Widnokrąg / Recenzja: Zofia Woszczyna

 

Mati to siedmioletni chłopiec mieszkający w Estonii wraz z rodzicami i młodszą siostrzyczką. Na co dzień mierzy się z różnymi problemami: próbuje zdobyć ostatni kawałek ciasta, zrobić zakupy bez taty (który się zgubił w sklepie), zjeść śliwkę z drzewa rosnącego za płotem (nie kradnąc jej) oraz wykonać salto i nie dać się wyśmiać koleżance.

Wspólne przejście przez perypetie wraz z Matim będzie dla młodego czytelnika pomocną wskazówką, jak wybrnąć z rozmaitych trudnych sytuacji, a dorosłym odbiorcom przypomni o tym, że niełatwe i skomplikowane jest bycie dzieckiem.

Anti Saar, estoński pisarz i rodzic trójki maluchów, przedstawia codzienne dziecięce problemy z wielką wrażliwością i olbrzymim humorem, a ilustratorka Anna Ring barwnie obrazuje świat widziany z perspektywy siedmioletniego bohatera. Seria ukazała się w języku polskim dzięki przekładowi Anny Michalczuk-Podleckiej.

Opowieści o Matim nie są długie, każda z książek może posłużyć jako bajka na dobranoc. Duża czcionka będzie pomocna podczas nauki samodzielnego czytania lub wspólnej lektury z babcią lub dziadkiem. 

Seria książek o Matim estońskiego pisarza, Anti’ego Saara to literatura, której nie da się czytać bez uśmiechu na ustach.

....................................................................

Archistoria. Opowieść o architekturze / Autor: Magdalena Jeleńska / Ilustracje: Acapulco Studio / Wydawnictwo: Muchomor / Recenzja: Anna Kaszuba-Dębska

 

We wstępie do książki autorstwa Magdaleny Jeleńskiej pt. Archistoria. Opowieść o architekturze, wydanej nakładem wydawnictwa Muchomor, można przeczytać:

Rozwój cywilizacji wiąże się z historią budowania, historią architektury. Już ludzie pierwotni budowali pierwsze domy jako schronienie przed dzikimi zwierzętami, nieprzyjaciółmi, złą pogodą. Z czasem zmieniały się techniki budowania i materiały. Prymitywne szałasy i ziemianki stawały się coraz bardziej złożonymi budowlami.

Autorka wprowadza młodego czytelnika w świat architektury w sposób tematyczny, a nie chronologiczny. To ciekawe podejście pozwala porównywać budowle powstałe w różnych okresach czasu i w odmiennych kulturach. Poznajemy rozwój architektury najpierw poprzez budulce jakimi są: kamień, cegła, beton czy szkło, a następnie poprzez formy: dom, wieżę, most, łuk, kopułę, budowlę centralną i bazylikę.

Rozdział pierwszy książki opowiada o podstawowym materiale budowlanym jakim jest kamień. Korzystali z niego już starożytni Egipcjanie, wznosząc tysiące lat temu piramidy czy też Grecy i Rzymianie budując wspaniałe, wsparte na kolumnadach świątynie. Jak się okazuje kamień nadal jest materiałem wykorzystywanym do tworzenia współczesnych budowli, czego przykładem może być chociażby Muzeum Ningbo w Chinach, wzniesiony w 2008 roku. Architekt Wang Shu wymyślił go tak, że:

(…) przyglądając się budynkowi muzeum, masz zapewne wrażenie, że przypomina on zakrzywione pudełko zbudowane z różnych, źle dopasowanych materiałów, a fasada jest podziurawiona małymi, przypadkowo rozmieszczonymi oknami. Rzeczywiście ściany budynku wykonane zostały z rozłupanych kamieni.

Kolejny rozdział poświęcony został cegle. Ten wynalazek sprawił, że stawiane za jej pomocą budynki stały się trwalsze i zyskały całkiem nowy wygląd. W niektórych miejscach na ziemi cegła stała się podstawowym materiałem, gwarantowała niższy koszt produkcji i krótszy czas potrzebny na ich realizację. Z czasem wyparło ją budownictwo z tak zwanej wielkiej płyty i konstrukcji żelbetonowych, oczywiście nie całkowicie.

W następnym rozdziale czytamy o szkle, którego kariera: jako materiału budowlanego rozpoczęła się w drugiej połowie XIX wieku. Wtedy to w Londynie wybudowano na świecie pierwszy pawilon. Teraz szklane budowle nikogo już nie dziwią.

Archistorii można zaczerpnąć sporo wiedzy. Ta książka jest interesującym kompendium nie tylko dla dzieci, ale również dla ich rodziców. Opisano w niej wiele ważnych obiektów powstałych na przestrzeni kilku tysięcy lat. Wnikliwy czytelnik znajdzie tu babilońską Bramę Isztar z 575 r. p.n.e., Łuk Septymiusza Sewera z 203 r. n.e., Wielki Meczet w Kordobie oraz Pocztową Kasę Oszczędności w Wiedniu. Można dowiedzieć się z niej więcej o wieżach, mostach, łukach, kopułach, okrągłych budowlach i wielu, wielu innych interesujących tworach architektonicznych.

....................................................................

Skok przez Bałtyk / Autor: Monika Milewska / Ilustracje: Natalia Uryniuk / Wydawnictwo Widnokrąg / Recenzja: Kinga Wojnicka

 

Prawie 400 tys. km2 powierzchni, ponad 8 tys. km linii brzegowej, prawie 40 wysp. Morze Bałtyckie zachwyca swoją różnorodnością. Z roku na rok na jego plażach przybywa wypoczywających turystów. Rośnie też liczba materiałów edukacyjnych, które pomagają w poznaniu fauny, flory Bałtyku, a także poszerzają wiedzę o potrzebie ochrony środowiska. Książka Skok przez Bałtyk jest odpowiedzią na potrzebę edukacji o morskim życiu.

Publikacja jest skierowana do dzieci w wieku 6-11 lat. Zawiera całą masę ciekawostek i informacji o morzu, które podane są w przystępny i łatwy do zapamiętania sposób. Przewodniczką po morskich otchłaniach i jednocześnie główną bohaterką książki jest żółta Piłka. Czytelnicy poznają Bałtyk, jego mieszkańców i problemy właśnie jej oczami. Cała historia zaczyna się na plaży, gdzie Piłka i jej właścicielka Ania bawią się w najlepsze. Złośliwy Wiatr postanawia jednak zrobić Piłce psikus i wywiewa ją na głębokie morze. Początkowo zasmucona Piłka czuje strach, nie wie jak sobie poradzi na pustym morzu. Jednak szybko odkrywa, że wcale nie jest sama; zaznajamia się z całą masą bałtyckich zwierząt, które chętnie opowiadają jej o swojej codzienności.

Dzięki ciekawskiej Piłce czytelnicy mogą poznać nie tylko najróżniejsze morskie zwierzęta, ale też nowe pojęcia związane z wodnym światem i Bałtykiem. To omułki wyjaśniają Piłce, czym jest woda balastowa, Rybitwy zabierają ją do Ptasiego Raju, a foka Depka pokazuje Fokarium.

Autorkami Skoku przez Bałtyk są dwie gdańszczanki — Monika Milewska, która pisząc książkę, zainspirowała się własną historią z dzieciństwa i Natalia Uryniuk, miłośniczka i propagatorka wiedzy o Bałtyku. Barwne i niejednokrotnie zabawne ilustracje są idealnym uzupełnieniem tekstu. W książce znajdują się także wyróżnione fragmenty, w których na stronie autorki objaśniają trudniejsze pojęcia, pokazują, że Bałtyk to dom wielu gatunków zwierząt, a ludzie powinni dbać o jego przyszłość.

Książka z pewnością przypadnie do gustu małym miłośnikom przyrody i niesamowitych przygód, w których piłki ożywają, zwierzęta wcielają się w role przewodników, a wiatr uwielbia robić sobie żarty. Jednocześnie lektura może być pretekstem do poszerzenia wiedzy o morskich stworzeniach i puszczenia wodzy wyobraźni. Co jeszcze może wydarzyć się na morzu?

....................................................................

A niech to Gęś kopnie / Autorka: Marta Guśniowska / ilustrator: Robert Romanowicz / Recenzja książki: Anna Kaszuba-Dębska

 

Książka autorstwa Marty Guśniowskiej to ciekawa propozycja nie tylko dla dzieci, ale również dla ich rodziców. 
Gęś, jaka jest, każdy widzi: zwykle domowa, bo gęsi to wielkie domatorki. Szalenie cenią sobie ciepło domowych pieleszy i wieczory spędzane na kanapie z książką i miseczką parującej owsianki.

Tak zaczyna się pierwszy rozdział tej niebanalnej opowieści. Poznajemy w nim gęś inną niż wszystkie. Po pierwsze dlatego, że jest strasznie chuda. Po drugie, że ma nietypowy jak na gęsi przystało charakter. A po trzecie: jakby tego było mało – ma olbrzymią, pierzastą, okrągłą i czarną... depresję.

 

Książka ta nie skupia się wyłącznie na depresji, czyli, jak wyjaśnia autorka, czymś co jest: (…) bardzo nieprzyjemne (…), co się nam wpycha do głowy bez pytania i sprawia, że nic nas nie cieszy.


Ta gęsia przypadłość czyni naszą bohaterkę kimś zupełnie wyjątkowym, kimś o dużym dystansie do siebie i świata, ciekawym poczuciu humoru i autoironii. Poza tym główna bohaterka jest poetką, co sprawia, że patrzy na świat z odmiennej niż większość gęsi perspektywy.

Pewnej nocy staje się świadkiem niecnego czynu chytrego lisa, który zamierza wynieść z kurnika pogrążoną w głębokim śnie kurę. Gęś z groźną miną, dzierżąc miotłę, staje w obronie śpiącej koleżanki i wdaje się z lisem w dysputę. Odradza mu konsumowania schwytanej zdobyczy: (…) ja bym tej nie brała... wiem co jadła. I wdepnęła dzisiaj. I się poślizgnęła... I wpadła pupą w to całe… W zamian proponuje siebie, jako danie do skonsumowania: Ja bym reflektowała na to pożarcie.

Historia zaskakująca, zajmująca, podobnie jak szata graficzna w wykonaniu Roberta Romanowicza, który za pomocą swoich ilustracji prowadzi czytelnika przez kolejne, zabawne przygody Gęsi i Lisa.

....................................................................

Arsène Lupin – dżentelmen włamywacz. Tom 1. Tajemnica pereł Lady Jerland / Autor: Dariusz Rekosz (na motywach serii Maurice’a Leblanca)/ Ilustracje: Natalia Harańczyk/ Wydawnictwo: Tandem / Recenzja: Krystyna Szewczyk

 

Arsene Lupin to legendarny dżentelmen włamywacz - oryginalna osobistość stworzona przez francuskiego pisarza Maurice’a Leblanca. Teraz dzięki wydawanej przez Tandem serii Klasyka dla dzieci, postać szarmanckiego złodzieja mogą poznać również młodzi czytelnicy. 

Zachowując oryginalny styl i atmosferę powieści Dariusz Rekosz stworzył zupełnie nowe historie wykorzystując oryginalny świat i postaci wymyślone przez Leblanca.

Tajemnica pereł lady Jerland to pierwszy tom stworzonej przez polaka serii. Już od pierwszej strony czytelnik wciągnięty jest w barwny i żywy świat lat dwudziestych i wraz z bohaterami podróżuje na luksusowym statku Provence płynącemu z Francji do Nowego Jorku.

Tam również dowiaduje się o niezwykłej reputacji nieuchwytnego przestępcy, który już od wielu lat wymyka się francuskiej policji, a co gorsza, znajduje się na tym samym statku, którym płyną! Kim jest ten tajemniczy człowiek? Czy skradzione pasażerom przedmioty uda się odzyskać?

Książki umiejętnie naśladują lekki styl i atmosferę oryginalnej serii, a równocześnie są przystępne i zrozumiałe dla młodszego czytelnika, jednak bez zbytniego infantylizowania historii. Jest to idealna pozycja dla każdego, kto lubi przygody i tajemnice, a także niezwykłe zwroty akcji.

....................................................................

Bałwan w lodówce / Autorzy: Łukasz Gorczyca i Krzysztof Gawronkiewicz / Wydawnictwo: Dwie Siostry / Recenzja: Anna Kaszuba-Dębska

 

Trzeba się uważnie przyglądać obrazom, rzeźbom i fotografiom, wtedy można w nich odkryć dużo ciekawych historii.

Kiedyś mała ja przyglądała się obrazom wiszącym na ścianach. Były tam żółte słoneczniki w wazonie z napisem Vincent, Napoleon na skaczącym koniu, ładna pani karmiąca małego psa, rzeka płynąca pośród jesiennych brzózek, stary, siwy, zmartwiony pan w niebieskim sweterku, podwórko z bawiącymi się dziećmi, duży dom z wielkim tarasem. Mała ja wyobrażała sobie w co bawią się dzieci na tej fantastycznie ukwieconej łące: w chowanego, czy w berka? Czy w tamtym wspaniałym domu, na drugim obrazie z tarasem i kamienną balustrada, mieszkają dzieci? Czy ich dziadek to pan w niebieskim sweterku? I czy zawsze jest taki smutny? Czy ich tata ma na imię Vincent, a słoneczniki w wazonie nigdy nie więdną? Mała ja patrzyła i wymyślała historie, i nigdy się nie nudziła. Obrazów przybywało, a wraz z nimi nowych opowieści. To był czas, kiedy wujek małej ja intensywnie przygotowywał się do egzaminów wstępnych, do Akademii Sztuk Pięknych i kopiował wszystko, co mógł przerysować, przemalować z marnych reprodukcji ze starych albumów. Mała Ja uwielbiała jego pokojo-pracownię. Stawała na palcach i ledwo opierając nos o blat stołu wdychała zapach oleju oraz terpentyny, farb, które się na nim znajdowały. Mała ja wgapiała się w ścianę świeżutko oblepioną śmierdząco-pachnącymi werniksem, kolorowymi płótnami. Mała ja dorosła, sama zaczęła malować, odwiedzała galerie rozsiane po świecie i odnajdywała w nich swoje historie z dzieciństwa, ale już w oryginale.

Jak wiele szczęścia mają dzieci urodzone w rodzinach artystycznych, gdzie sztuka to najzwyklejsza normalność, towarzysząca codziennemu życiu. Wzrastając w takiej atmosferze wiele rzeczy wiedzą one same z siebie w odróżnieniu od rówieśników, którzy (jeśli będą mieć szczęście) dopiero się tego nauczą. Uświadomiłam to sobie w momencie, kiedy nauczycielka wf-u zadała pytanie moim dzieciom, czy ich matka artystka potrafi ugotować obiad i co one właściwie jedzą. Poczułam się jakbyśmy byli z innej planety. Prawda jest taka, że ta pani nic nie rozumiała. Sztuka była dla niej jakąś najodleglejszą obcością.

Tak, potrafię ugotować na przykład zupę ogórkową, tak jak mama dwójki dzieci z książki Bałwan w lodówce. Matylda i Bartek mają w sumie dwanaście lat i wiedzą, że świat można czasami oglądać do góry nogami i w ten sposób malować obrazy. I to wcale nie jest pomyłka! Bo czyż sami nie przekonali się stając na głowach, że świat wygląda wtedy inaczej?

A czy wy nie stajecie czasem na głowie? Myślę, że jest mnóstwo powodów, dla których robi się różne rzeczy do góry nogami. Do góry nogami, czyli na odwrót. Artyści szczególnie się tym interesują.

Tak właśnie jest. Artyści robią czasami coś na odwrót albo po to, żeby móc wyrazić swój protest wobec czegoś, albo by ukazać coś w innym świetle, tak by zaczęto się nad takim zjawiskiem zastanawiać. Artyści pomagają widzieć i wiedzieć więcej, przełamują tabu, zmuszają do myślenia.

Matylda i Bartek to dzieci wychowywane wśród obrazów i eksponatów, ponieważ ich tata pracuje w galerii.

Dzięki temu, że tata pracuje w galerii, rodzice mają dużo znajomych artystów. Niektórzy z nich mają dzieci, z którymi się bawimy. Rysujemy razem albo ganiamy się po galerii, bo jest w niej mnóstwo miejsca.

Bohaterowie Bałwana w lodówce pomagają dowiedzieć się, kto zasłynął z malowania obrazów do góry nogami, że jest to niemiecki artysta malujący szybko i z wielką energią, a oprócz pędzli używa własnych palców, że malowanie to dla niego czynność pełna emocji, a te emocje są nawet ważniejsze od tematów, które maluje.

Książka napisana przez Łukasza Gorczycę, współtwórcę galerii Raster, dziś jednej z najważniejszych prywatnych instytucji kultury w Polsce, jest ciepła, zabawna i przystępna. Każdy przeciętny, dorosły człowiek, który niewiele ma ze sztuką wspólnego, może po nią sięgnąć, by przeżyć ze swoim dzieckiem wspaniałą przygodę w świecie współczesnej sztuki i zorientować się, co się w niej teraz dzieje. Dlaczego artystki i artyści oprócz malowania obrazów, rzeźbienia i fotografowania mają tak zaskakujące pomysły, jak na przykład: robienie fikołków w pociągu, przejażdżki złotym autobusem, budowanie domków z koców i krzeseł, czy trzymanie w lodówce wielkiego śniegowego bałwana?

  • Czy to prawdziwy bałwan? Ze śniegu? – zapytał Bartek.
  • Tak to mój bałwan – odpowiedział Oskar. – Trzymam go tu, bo latem jest mu za gorąco, więc roztopiłby się, gdyby siedział teraz w pokoju.
  •  Czy możemy go dotknąć – zapytał Bartek w tym samym momencie, w którym i ja o tym pomyślałam.
  • Możecie, ale delikatnie, bo teraz śpi.
  • Dlaczego śpi?
  • Bo bałwany latem śpią – odpowiedział Oskar.

Dlaczego nie przedłużyć życia zimowemu bałwanowi, tak jak zadbał o to artysta performer Oskar Dawicki?

Performer to taki artysta, który na żywo przed widzami robi różne wymyślane przez siebie rzeczy. (…) Oskar (…) chętnie się chowa a nawet znika. (...) raz zakradł się nocą do sadu i nadgryzł wszystkie jabłka z jednego drzewa, (…) zorganizował też loterię, w której nie można nic wygrać, bo każdy los jest przegrany. Oskar uważa, że trudniej i mądrzej jest nic nie robić, niż zrobić za dużo. A najważniejsze według niego to umieć ładnie przepraszać.

O takich i innych ciekawych ideach oraz pomysłach jest ta książka. To taki przewodnik oswajający pojęcie artysty-performera.  Dzięki niemu możemy poznawać współczesnych twórców, takich jak Georg Baselitz, który maluje obrazy do góry nogami; Paweł Althamer, który założył na swoim osiedlu park z rzeźbami, a nawet rajski ogród; Joanna Piotrowska, fotografująca by pokazać, że nawet dorośli się «boją albo wstydzą»; Oskar Dawicki, który twierdzi, że trzeba umieć pięknie przepraszać; Klara Liden, która ze zużytych rzeczy tworzy swoje własne, dzikie miasto;  Władysław Hasior, rzeźbiarz urządzający wystawy nie tylko w galeriach, ale i na łąkach; Marina Abramowić i Ulay, którzy do swoich artystycznych działań używali własnych ciał; Aneta Grzeszykowska, szyjąca duże wełniane lalki, które wyglądają jak najprawdziwsze małe dziewczynki; Roman Opałka, malujący obrazy liczone; Edward Krasiński, lubiący zaznaczać swoją obecność za pomocą cienkiej, niebieskiej taśmy samoprzylepnej; Julita Wójcik, która często udaje, że nie jest artystką. W galeriach i muzeach wykonuje zwyczajne, domowe czynności: obiera ziemniaki lub robi na drutach.

Poleca mama, czasem artystka, która potrafi ugotować zupę ogórkową na odwrót, do góry nogami.

....................................................................

Pan Kuleczka / Autor: Wojciech Widłak / Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska / Wydawnictwo: Media Rodzina / Recenzja: Maria Michalska

 

Pan Kuleczka, kaczka Katastrofa, pies Pypeć i mucha Bzyk-Bzyk – ta nietypowa, wesoła rodzina towarzyszy dziecięcym czytelnikom od blisko dwudziestu lat, a wszystko dzięki Wojciechowi Widłakowi i Elżbiecie Wasiuczyńskiej, twórcom serii opowiadań publikowanych przez wydawnictwo Media Rodzina. Kim jest Pan Kuleczka – do końca nie wiadomo; nie wiemy też, skąd wzięli się jego mali przyjaciele, zwierzęta mówiące (z wyjątkiem muchy) ludzkim głosem. Ta wiedza nie jest jednak wcale czytelnikowi potrzebna: wykreowany przez Wojciecha Widłaka świat, pełen pozornie zwyczajnych, a jednak niezwykłych historii, szybko staje się bliski i oswojony. Główni bohaterowie mają wyraziste  charaktery, dzięki czemu dziecko łatwo może się utożsamić z którymś z nich. Kaczka Katastrofa jest żywa, nieco marudna, zabawna; pies Pypeć to oaza spokoju – dla Katastrofy jest niczym starszy brat, trochę bardziej zorientowany w świecie gier i zabaw, chętny do nauki. Mucha Bzyk-Bzyk to po prostu mucha (choć na pewno sporo rozumie!), a dzięki wyrozumiałemu, mądremu Panu Kuleczce zwierzątka mogą czuć się bezpieczne i kochane.

Codzienność całej czwórki wygląda podobnie, jak życie milionów dzieci na całym świecie: jest czas na zabawę, ale i na obowiązki; na naukę, ale też na przygody. Pypciowi i Katastrofie zdarza się rozrabiać, mieć zły humor, nie mieć na coś ochoty. Zwłaszcza Katastrofa nie jest typowym grzecznym dzieckiem: bywa, że gubi swoje różowe okulary, potrzebne do tego, by widzieć świat w kolorowych barwach. Brak idealizacji bohaterów sprawia, że ich zachowania mogą służyć dzieciom do zrozumienia własnych emocji – także tych trudnych, jak niepokój, złość czy strach. Takie uczucia nigdy nie pozostają jednak bez wyjaśnienia czy rozwiązania: tutaj zawsze można liczyć na pomoc Pana Kuleczki, który potrafi uspokoić zapłakaną Katastrofę, pocieszyć Pypcia i złagodzić każdy konflikt. Tytułowy bohater jako jedyny nosi znamiona postaci idealnej (czasami tylko bywa nieco zdezorientowany, czemu zresztą trudno się dziwić), jest to jednak zrozumiałe: Pan Kuleczka jako opiekun i wychowawca zwierzątek musi zapewniać im poczucie ładu i bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że pozbawiony jest poczucia humoru; to przede wszystkim on kreuje domową, pogodną atmosferę.

Opowiadania o Panu Kuleczce są unikatowe z jeszcze jednego względu: język, którym posługuje się Wojciech Widłak, jest prosty (dziecko zrozumie go bez trudu), a jednocześnie często poetycki, zaskakujący. „Wysokie”, jak dowiadujemy się z opowiadania Skojarzenia, mogą być góry lub mniemanie, „słodkie” bywa ciasto i lenistwo. Widłak doskonale operuje metaforą, dzięki czemu świat Pana Kuleczki zyskuje jeszcze więcej magii, a mały czytelnik może rozwinąć swoją wyobraźnię. Treść opowiadań, z pozoru trywialna, posiada głębię i skłania do tego, byśmy – wzorem psa Pypcia – poświęcili chwilę spokojnej refleksji.

Świata Pana Kuleczki nie sposób już wyobrażać sobie inaczej niż poprzez znakomite ilustracje Elżbiety Wasiuczyńskiej; to one po części odpowiadają za sukces całej serii. Bogata paleta żywych barw w połączeniu ze swojskim widokiem delikatnych pociągnięć pędzla sprawia, że przeglądanie książeczek o Panu Kuleczce to czysta przyjemność, a obecne w tekście ciepło i humor trafiają bezpośrednio do czytelniczego oka. Narysowane przez Wasiuczyńską postaci budzą sympatię i czułość – jeszcze jeden powód, by nawiązać z nimi dłuższą przyjaźń! Cała oprawa graficzna bardzo dobrze koresponduje z tekstem: kiedy w opowiadaniu, na przykład z powodu awarii prądu, zapada ciemność, otrzymujemy biały tekst na ciemnym tle.

Pan Kuleczka to świetna propozycja dla małego czytelnika. Dzięki opowiadaniom Widłaka dziecku łatwiej będzie zrozumieć otaczającą je rzeczywistość, a także oswoić emocje, które mogą poznawaniu świata towarzyszyć. Bohaterowie Pana Kuleczki potrafią rozbawić małego czytelnika, a zwyczajne, codzienne sprawy i zabawy, którymi się zajmują, bardzo prosto można przełożyć na sytuacje, które spotykają nas samych. Piękny język, jakim Widłak opisuje te zwykłe zdarzenia, pogodny humor i świetne ilustracje Wasiuczyńskiej dopełniają całości, sprawiając, że kto zapoznał się z Panem Kuleczką, nieprędko zakończy tę znajomość.

....................................................................

Co kryje ciało / Autorka: Aina Bestard / Wydawnictwo: Tatarak / Recenzja: Anna Kaszuba-Dębska

 

Co kryje ciało? to fantastyczna pozycja Aina’y Bestard dla każdego detektywa, odkrywcy, ciekawskiego biologa, zapalonego laboranta, czy niosącego medyczną pomoc, wyposażonego w super ekstra gadżeciarski zestaw, małego lekarza.

Dzieci uwielbiają gadżety i właśnie książka Co kryje ciało? bez trzech magicznych kolorowych szkiełek, nie byłaby czymś tak absolutnie fascynującym!

Na pierwszy rzut oka jest to książka jasna, graficznie wysmakowana, z tysiącem drobnych czerwono-niebiesko-żółtych linii i kreseczek, przenikających przez siebie i tworzących większe formy graficzne. Rysunki przybierają postać coraz bardziej identyfikowalnych obiektów, takich jak mikroskopijne komórki, bakterie, język, aż po fragmenty ludzkiego ciała. Od pierwszej do ostatniej strony obserwujemy graficznie subtelną opowieść o tym, jak wygląda ciało na zewnątrz i co kryje się w jego środku. I choć książek o podobnej tematyce na rynku jest wiele, to TA z pewnością jest TĄ wyjątkową, którą czyta się i odkrywa na 4 sposoby:

Pierwszy: oglądanie i czytanie. Drugi: oglądanie przez gadżet numer 1 - zielone szkiełko, dzięki któremu możemy obserwować ciało widziane z zewnątrz. Trzeci: oglądanie przez gadżet numer 2 - niebieskie szkiełko, dzięki któremu naszym oczom ukazuje się mnóstwo szczegółów. Czwarty: oglądanie przez gadżet numer 3 - czerwone szkiełko, dzięki któremu odkrywa się tajemnice tego niezwykłego mechanizmu, jakim jest ciało.

Ale najpiękniejszą opowieść ukrytą w rysunkowych deseniach, zobaczyć można jedynie zerkając przez szkiełko czerwone. Oczom ukazuje się historia wyjątkowej komórki ludzkiej w brzuchu swojej mamy. Naprawdę warto zapoznać się z tym książkowym dziełem!

....................................................................

Śmiechu warte / Autor: Jan Brzechwa / Ilustracje: Paweł Mildner / Wydawnictwo: Widnokrąg / Recenzja: Daria Karwacka

 

Jan Brzechwa nie bez przyczyny nazywany jest klasykiem poezji dziecięcej. Jego teksty od lat nie tracą na aktualności. Są ucztą dla miłośników poezji – wiersze doskonałe w formie, proste w przekazie, uczą, bawią, dają się zapamiętać.

Ogromnym atutem publikacji wydawnictwa Warstwy jest rozmiar książki. To duża, niestandardowa forma, dzięki czemu treść i ilustracje zostały w przejrzysty sposób rozpieszczone na stronach. Grafiki Pawła Mildnera również są niestandardowe. Przeglądając książkę po raz pierwszy możemy doznać uczucia chaosu, dezorientacji. Nieforemne kształty, nawiązujące swoim wyglądem do kolorowych, kreślonych ręką dziecka figur geometrycznych, składają się na różne osoby, zwierzęta i przedmioty. Czasem ich znaczenia mogą wydawać się niejasne.

Po chwili przeglądania książki należy przyznać, że pomysł na takie zaprojektowanie wnętrza jest udany. Wszystkie rysunki są, jak i wiersze, pewnego rodzaju zagadkami. Poezja Brzechwy zmusza czytelnika do zastanowienia. Twory Pawła Mildnera również każą nam pokontemplować umieszczone wewnątrz ilustracje, a czasem nawet obrócić książkę, by spojrzeć na grafiki z innej perspektywy. Zamiast dawać gotowe, rysunkowe rozwiązania (konkretne odwzorowania treści wierszy), Mildner sugeruje obrazkowe historyjki za pomocą kształtów, które dopiero po stronie dziecka mogą przybrać odpowiednie formy. To doskonały pomysł na poruszenie ich wyobraźni! Ilustrator daje bowiem dzieciom szansę na wykreowanie w ich własnych myślach, swoich wyłącznych, bajkowych światów. Nie ogranicza czytelniczych pól myślenia, ale pobudza je do ciągłego rozszerzania!

Okazuje się również, że taka forma obrazowania dobrze współgra z tekstem, bo nie przysłania jego wydźwięku. Żywe i wieloznaczeniowe wiersze Brzechwy są tak rozmieszone na stronach, by móc bez wątpliwości stwierdzić ich priorytetowy status.

Mildner stworzył więc opracowanie graficzne, które dobrze komponuje się z tekstami klasyka, opisując je w sposób nienachalny, ale wyraźny, a miejscami zagadkowy, dokładając do całości jeszcze więcej czekających odkrycia znaczeń. Śmiechu warte i warte uwagi.

....................................................................

Cuda-niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych / Cuda-wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych /Autorka: Marianna Oklejak / Wydawnictwo: Egmont Polska / Recenzja: Anna Kaszuba-Dębska

Cuda niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych Marianny Oklejak, to fantastyczny rarytasik dla takich etnowielbicielek jak ja. To naturalna kontynuacja wydanej już prawie dwa lata temu książki Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych. Świetnie, że wydawca zdecydował się na tego typu publikacje, które w niebanalny sposób prezentują szeroką paletę i różnorodność polskiej kultury ludowej.

Autorka tekstów i ilustracji, w obu swoich książkach, pokazuje nam świat przepięknych ornamentów, barw, wzorów, haftów, wycinanek, pośród których umiejscawia fragmenty rymowanych tekstów, zaczerpniętych z gwary, ludowych przyśpiewek lub takich, które są na nich wzorowane.

Cuda niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych to książka w twardej, czarnej oprawie, z czerwono-pomarańczowymi, wycinankowymi elementami fantastycznych ptaków, kwiatów i roślin, żab, koników, wiewiór, korali, butów, tajemniczych kluczy i pierścieni – całą masą bohaterów, których spotykamy we wnętrzu książki. Swoją drogą to ciekawe, że komisja okładkowa wydawnictwa nie odrzuciła jej czarnego projektu. Z własnego doświadczenia w projektowaniu książek dla dzieci wiem, że czerń działa na redaktorów i działy promocji książek dziecięcych jak płachta na byka. Stwarza przekonanie, że może ona odstraszyć rodziców i dlatego na pewno tytuł z takim tłem nie będzie miał ani powodzenia, ani szans na finansowy sukces.

Jak się cieszę, że czerń wraca do łask! Jak się cieszę, że autorka tej okładki potrafiła przekonać do własnej wizji artystycznej!

Czerń to kolor, który tej publikacji dodaje charakteru i tajemniczości. Joanna Oklejak nie boi się ciemnych ilustracji. W odpowiednich miejscach kontrastuje je z jasnymi barwami i bielą tła, nadając całości odpowiedni rytm. Wszystko w tej zlepionej ze sobą obrazkowo-ludowo-tekstowej historii jest dokładnie przemyślane i wcześniej zaplanowane.

Tej książki, choć na każdej stronie zamieszczono dosłownie kilka wersów tekstów, nie można tak po prostu przekartkować i pobieżnie przeczytać, bowiem kryje w sobie dwie ścieżki fabularne, prowadzące do finału opowieści. Już za pierwszym otwarciem (na wyklejce i stronie przedtytułowej) pojawiają się dwa proste symbole: klucz i dziurka do klucza. To znak, że ty, drogi czytelniku, wybierasz odpowiedni klucz i drzwi do dalszej opowieści.

Historia zaczyna się tak:

          „Dolo, moja dolo, gdzieś mi się podziała:

           Bieda w komin się wcisnęła,

           chatka rozleciała.

           Pójdę w świat

           ja i brat!”

Było dwóch braci, którzy oprócz siebie nie mieli na świecie nikogo. Rodzice im umarli, źle im się wiodło. Zaczęli się kłócić, aż w końcu nie mogli na siebie patrzeć. Postanowili więc szukać szczęścia w obcym świecie. I co dalej?

Dalszą część tej historii autorka sprytnie kamufluje w świecie etnoilustracji i ludowych rymowanek. Od twojej uwagi, spostrzegawczości i sprytu, drogi czytelniku, zależy, którą trasę w rozwikłaniu licznych zagadek obierzesz, i którym kluczem, jakie drzwi otworzysz. Bo świat prezentowany w tej książce pełen jest przedziwnych niespodzianek, pułapek i zwrotów akcji. Mnóstwo tu wycinankowych dziwolągów, wróżek, wiedźm, dziwacznych zwierząt, magicznych roślin i wzorów. A wszyscy ci ludowo-wycinankowo-baśniowi bohaterowie raz ułatwiają, a raz utrudniają podróż do szczęśliwego celu, który w ostatniej rozkładówce podsumowuje krótki tekst, wyjęty prosto z ludowej, haftowanej, kuchennej makaty. Prawda stara jak świat: Przyjaźń buduje, niezgoda rujnuje!

Obie książki Marianny Oklejak fascynują, zarówno w sferze graficznej, jak i fabularnej. Są głęboko przemyślanymi projektami. Zdarza się tak wtedy, gdy ilustrator/grafik nadaje swojej fascynacji, w tym wypadku polskiemu folklorowi, treść. Gdy panuje nad nią w całości, nad obrazem i projektem typograficzno-graficznym. Potrafi znaleźć współczesny klucz, otwierający przed czytelnikiem fantastyczną paletę ludowych skarbów, jednocześnie ją uaktualniając i wypełniając nowym znaczeniem.

....................................................................

Podwodny świat. Opowieść o Jacques’u Cousteau / Autor: Jennifer Berne / Ilustracje: Eric Puybaret / Wydawnictwo: Tekturka / Recenzja: Maria Michalska

 

Podwodny świat. Opowieść o Jacques’u Cousteau Jennifer Berne to ilustrowana historia jednego z najsłynniejszych oceanografów na świecie. Jacques’a poznajemy jako małego chłopca, który jest zapalonym konstruktorem, filmowcem, pisze książeczki i własnoręcznie je ilustruje. Najbardziej jednak fascynuje go świat, który dla ludzi jest niedostępny – oceaniczne głębiny. Czytelnik towarzyszy przyszłemu wybitnemu badaczowi w drodze do spełnienia marzeń: wraz z Jacques’em i jego przyjaciółmi może zanurkować w oceanie, zobaczyć z bliska przedziwne ryby i ssaki. Sugestywne ilustracje Puybareta sprawiają, że książka naprawdę porywa; doskonale współgrają przy tym z tekstem. Delikatne, rozproszone światło i stonowane kolory mogą przywoływać na myśl analogowe fotografie, a przede wszystkim – tytułowy „podwodny świat”. Jennifer Berne, snując opowieść o niezwykłym człowieku, używa poetyckiego, obrazowego języka, plastycznie opisuje sekrety morskiej toni.

Publikacja Berne i Puybareta nie tylko może inspirować do podążania za marzeniami. Cousteau jako znawca mórz i oceanów nie pozostawał obojętny na problem zanieczyszczenia środowiska: starał się edukować społeczeństwo, nagrywał filmy, dzięki którym widzowie mogli na własne oczy przekonać się, jak wielki wpływ na dziką przyrodę wywiera działalność człowieka. Przekaz wybitnego badacza nie stracił na aktualności, a aktywna postawa, jaką reprezentował, uświadamia, że każdy z nas może zaangażować się w ochronę środowiska. W umieszczonej na końcu notce od autorki Jennifer Berne zaprasza młodego czytelnika do podjęcia konkretnych działań, jak choćby oszczędzanie światła i wody; podaje też źródła, z których odbiorca może dowiedzieć się więcej na temat Jacques’a, zachęca do obejrzenia jego filmów.

Sylwetka Jacques’a Cousteau, jaka wyłania się z książki Berne, w niczym nie przypomina beznamiętnych opisów rodem ze szkolnego podręcznika. Cała opowieść napisana jest z pasją. Zarówno autorka i ilustrator aktywnie uprawiają sporty wodne: Berne żegluje, Puybaret lubi nurkować, Cousteau jest więc im chyba szczególnie bliski. W książce daje się poznać jako człowiek pełen energii, twórczy i inteligentny. Niegasnąca ciekawość świata, dzięki której Jacques nie ustawał w swoich badaniach i tworzył kolejne wynalazki, to szczególnie cenne dziś świadectwo. Zdarza się przecież, że rzeczywistość wirtualna odwraca uwagę dziecka od tego, co je otacza; tajemnice przyrody, które tak fascynowały słynnego oceanografa, zyskały poważnego konkurenta w postaci świata mediów społecznościowych czy gier komputerowych.

Podwodny świat. Opowieść o Jacques’u Cousteau to pozycja, po którą warto sięgnąć, by przekonać się, że natura pełna jest fascynujących sekretów, a jeśli będziemy mieć wystarczająco dużo samozaparcia i ciekawości, kto wie –  może sami jakieś odkryjemy? Jak mówił sam Cousteau podczas swoich wypraw, „Il faut aller voir!” – „Spieszmy się to zobaczyć!”.

....................................................................

Mru Mru / Autorka: Kaisa Happonen / Ilustracje: Anne Vasko / Wydawnictwo: Widnokrąg / Recenzja: Agnieszka Garduła

 

Fińska literatura dla dzieci w Polsce zyskuje na popularności. W ten trend wpisuje się Mru Mru, którego autorką jest Kaisa Happonen. Pisarka jest także popularną prezenterką telewizyjną dla dzieci, a swoje pomysły realizuje za pomocą platform cyfrowych. Przedstawia istotne  tematy i ciekawe treści w sposób przystępny dla młodego czytelnika. Anne Vasko – ilustratorka, sama chętnie pisze. Jej ilustracje tworzone z tekstylnych kolaży zapadają głęboko w pamięć.

Książka Mru Mru, mimo prostego tytułu i niewielu stron tekstu, proponuje odbiorcy poszukiwanie własnego sposobu na życie i świadomego wyboru ścieżki życiowej tak, by nie przegapić pięknych chwil. Mru Mru to nie tylko tytuł, to również imię głównej bohaterki – młodej niedźwiadki, która pragnie spełniać swoje marzenia. A są one wyjątkowo nietypowe jak na małego niedźwiedzia. Nasz bohaterka chciałaby zobaczyć śnieg! Bo w jaskini, gdzie niedźwiedzie powinny spędzać zimę, bardzo jej się nudzi. Ile czasu można spać?

Krótki utwór można czytać na wielu płaszczyznach, przecież wymówienie posłuszeństwa swojej niedźwiedziej rodzinie może budzić kontrowersje. Jest to jednak opowieść przede wszystkim o odwadze i poszukiwaniu własnej osobowości. Historia niedźwiadki uczy czytelników, że warto podążać za głosem serca, a odmienność od innych nie jest powodem do wstydu. Trzeba ja zaakceptować i uczynić swoim największym atutem. 

....................................................................

Kolumb. Całkiem inna historia / Autor: Artur Domosławki / Ilustracje: Gosia Herba / Wydawnictwo: HarperCollins Polska (dawne Egmont) / Recenzja: Zuzanna Rymarkiewicz

 

Każdy młody człowiek, ucząc się historii dotyczącej dziejów ludzkich osiągnięć, w pewnym momencie spotyka się z opowieścią o Krzysztofie Kolumbie. Był on kupcem, tkaczem i żeglarzem włoskiego pochodzenia, a jego marzeniem było odkrycie nowej drogi do Indii przez ocean. Wiemy to wszyscy, jeszcze z czasów szkolnych. Jednakże, co jeśli istnieje przeciwna historia od tej przyjętej, przedstawiająca podróżnika jako antagonistę?  

Kolumb autorstwa Artura Domosławskiego obrazuje losy Ignasia, który wraz z ojcem- naukowcem zamieszkał w Ameryce. Historia zaczyna się w momencie, gdy chłopiec otrzymuje nadzwyczajną pracę domową związaną ze zbliżającym się świętem patrona. Ma on za zadanie dowiedzieć się czegoś o Krzysztofie Kolumbie. 

Początek wydarzeń, związanych z genezą wędrówki Kolumba opowiada Ignasiowi tata, zaś w następnym dniu powinność tą przejmuję Wiatr we Włosach, rdzenny mieszkaniec Ameryki. Opowiada on historię nie odkrycia swojej ojczyzna, a historię, rozpoznania i zrozumienia o ziemii znajdującej się daleko od Europy. Miejsce to, posiada odrębny język, historię i kulturę, a jego mieszkańcy żyli w nim na długo przed przybyciem europejskich żaglowców. Co najważniejsze, jego wersja wydarzeń różni się od tych kanonicznych; mówi o okrucieństwie jakie spotkało jego przodków oraz o tym, jak najazd załogi Kolumba przyczynił się do upadku społeczności rodzimych obywateli Ameryki. 

Podjęty przez Domosławskiego temat nie jest łatwy, jednakże w przystępniejszym odczytaniu historii niezwykle pomocne stają ilustracje wykonane przez Gosię Herbę. Rysunki na pozór wydają się proste, lecz artystka zgrabnie przemyciła do nich wiele symboli pokazujących ciemną stronę kolonializmu. Postaci są autentyczne, a wypisane na ich twarzach emocje pozwalają czytelnikowi na jaśniejsze zobrazowanie tonu sytuacji.


Autor, w swojej książce dokonuje redefinicji przyjętych europejskich faktów, gdzie biały europejczyk nie jest już szlachetnym odkrywcą, a najeźdźcą, którym kieruje przede wszystkim rządza pieniędzy. Zachowuje w tym jednak delikatność i dystans, tak aby historia nie stała się osobistym esejem. Postacią Wiatru we Włosach opowiada w empatyczny sposób historię wielu osób, których głosy są zagłuszane i niesłyszalne. Takie naświetlanie problematyki jednostronnych dziejów historycznych jest szczególnie ważne dla młodego czytelnika. Opowiadanie Kolumb z pewnością świetnie się sprawdzi, jako początek nauki o odmiennych kulturach, a sama lektura pobudzi ciekawość dziecka i jego zainteresowanie historią samą w sobie. Słowniczek trudnych wyrazów, nie pozostawi młodego czytelnika w nie wiedzy, zaś krótki quiz utrwali nowo nabyte informację.

....................................................................

Franek, Frania & Felix – Ciało / The Body oraz Zwierzęta domowe / Autorki: Dorota Lipińska i Monika Ufel / Ilustracje: Joanna Bartosik / Wydawnictwo: Widnokrąg / Recenzja: Agnieszka Garduła

 

Dorota Lipińska, autorka popularnych opowiadań min. „Duda i wielka przygoda” oraz Monika Ufel, właścicielka szkoły językowej i specjalistka od edukacji lingwistycznej dzieci, w  2020 roku wydały wspólnie dwie książeczki zachęcające rodziców, aby uczyli swoje pociechy do nauki języka angielskiego. Autorką ilustracji jest doktorantka Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu Joanna Bartosik, posiadająca w swym dorobku niezliczone ilustracje do książek dla dzieci. 

Książki, które na pierwszy rzut oka mogą sprawiać wrażenie dość opasłych, nie nastręczają czytelnikowi problemów z przyswojeniem zawartej w nich wiedzy lub odkodowaniem wyszukanego słownictwa, a zastosowana w nich niestandardowa grubość stron chroni je przed uszkodzeniem w przypadku gwałtownego przewracania stron. 

W opowiadaniu „Ciało/The Body” czytelnicy towarzyszą Frankowi i Frani w przygotowaniu do kąpieli. Pytając „Gdzie jest… ‘’ dzieci poznają części ciała „od stóp do głów”. 
„Zwierzęta domowe/Pets” to spacer po sklepie zoologicznym… a może domu bohaterów, w którym podziwiają oni stworzonka wzbogacające zwyczajne, codzienne życie. 
W każdej z powyższych historii swój aktywny udział zaznacza kot Felix, ukrywający się na kolejno czytanych stronach.

Autorki stworzyły małe i przyjemne w odbiorze książki, których niezaprzeczalnym atutem jest walor edukacyjny oraz wiedza przekazana czytelnikowi. Tego typu historyjek, kolorowych i z dużymi literami wzbudzających dziecięcą czujność i zachęcających do aktywnej nauki, nie wybudzając jednocześnie negatywnych skojarzeń z obowiązkiem monotonnego „wkłuwania” słówek, nie jest wiele. Choć ilustracje są oszczędne, pozostawiają miejsce dla dziecięcej wyobraźni. 
Historie mogą zostać wzbogacone przez czytającego o nowe miejsca, w których dzieje się akcja opowiadania. Lekturę warto regularnie powtarzać, by utrwalić słownictwo, nauczyć dzieci systematyczności i potęgować entuzjazm młodych lingwistów. 

 

Kontakt

ul. Węgierska 8/3

30-531 Kraków

fundacja.burza.mozgow@gmail.com

tel.: 570 366 740

 

PROSIMY WSPIERAJ NASZĄ MISJĘ I PRZEKAŻ DAROWIZNĘ / TWOJA WPŁATA POMOŻE NAM DZIAŁAĆ DALEJ NA RZECZ EDUKACJI KULTURALNEJ!

Numer konta (mBank):  65 1140 2004 0000 3502 7562 3963

W tytule przelewu prosimy o wpisanie: Darowizna na cele statutowe

Polub Fundację Burza Mózgów na Facebooku!

Bądź na bieżąco z naszymi akcjami i projektami.